Rowerem po Angkorze

Zwykły wpis

Do Kambodży pojechałam tylko na pięć dni, głównie po to, żeby zwiedzić Angkor, i wyjechałam stamtąd z poczuciem, że wiem o tym kraju zdecydowanie mniej, niż zanim tam pojechałam. A przynajmniej, że dużo mniej rozumiem.

Krótki zarys najnowszej historii Kambodży przedstawia się tragicznie: po wojnie domowej, konflikcie z Wietnamem oraz bombardowaniach Amerykanów w 1975 roku do stolicy Phnom Penh weszli komunistyczni Czerwoni Khmerzy, z Pol Potem na czele. W ramach realizowania autorskiej ideologii w dniu, w którym zajęli stolicę, dokonali ewakuacji prawie 3 milionowego miasta na prowincję, pod pozorem zagrożenia nalotami USA. Podobnie wysiedlone zostały inne miasta – ich mieszkańcy mieli iść w pole uprawiać ryż aby nie ulegać pokusom kapitalizmu.
Własność prywatna, pieniądze i rynek zostały zakazane. Zniesiono instytucję rodziny i zakazano szkolnictwa.
Plan długofalowy zakładał, że kraj będzie samowystarczalny w kwestii wyżywienia, a nadwyżka produkcji ryżu oraz kauczuku będzie przeznaczona na eksport. Uzyskane w ten sposób pieniądze miały przyczynić się do przemysłowego rozwoju kraju. „Intelektualiści” stali się zbędni, a wręcz szkodliwi, więc należało się ich pozbyć wysyłając do więzień albo zmuszając do niewolniczej pracy, chociaż akurat do tego były zmuszane wszystkie klasy społeczne.

Pol Pot rządził cztery lata, 1975 – 79, dopóki do Kambodży nie weszli Wietnamczycy, którzy obalili Czerwonych Khmerów i ustalili prowietnamski rząd w Phnom Penh. Wskutek rządów Pol Pota życie straciło około 2 milionów ludzi, co stanowiło 1/4 populacji kraju. Im bardziej wykształcony był człowiek, tym niższe jego szanse na przeżycie. Pol Pot, który nigdy nie został ukarany, tak samo jak reszta rządzących, pozostawił zrujnowany kraj oraz kilka milionów min lądowych, od których wciąż giną ludzie.

Dzisiejsza Kambodża jest krajem biednym nawet jak na warunki panujące w Azji Południowo-Wschodniej, a główne dochody kraj czerpie z produkcji tekstyliów oraz turystki – tysiącletnia stolica imperium Khmerów przyciąga około 2 milionów turystów rocznie. Trzy lata temu zawieszono funkcjonowanie kolei ze względu na jej fatalny stan. Za to wyremontowano główne drogi, prowadzące do Angkoru i Phnom Penh, oraz granic z Tajlandią, Wietnamem i Laosem. Przypuszczam, że to jeden z niewielu krajów na świecie z jednopasmowymi autostradami, w dodatku prawie bez samochodów.

Jadąc do Kambodży, spodziewałam się strasznej biedy, którą będzie widać wszędzie, i bardzo niskich cen, bo średni dzienny dochód mieszkańca to 1 USD na dzień. W stolicy średnia pensja jest wyższa, dochodzi do 100 USD na miesiąc (dane na rok 2010).

A ceny w miastach bynajmniej tego nie odzwierciedlają. Obiad w restauracji, makaron albo ryż z warzywami i mięsem w której jedzą też Khmerzy kosztuje 1,5 -3 USD (waluta to riel ale w powszechnym użyciu jest dolar – riele funkcjonują głównie jako centy). Na początku myślałam, że to ceny dla turystów, ale po przypatrzeniu się, ile płacą Khmerzy doszłam do wniosku, że jednak nie. Nawet ceny na rynkach wcale nie są niższe, a najtańszy ryż w sklepie specjalistycznym kosztował ok 70 centów za kilogram. Pozostaje dla mnie zagadką, z czego ludzie żyją. Jedyne, co jest naprawdę tanie to rękodzieło, odzież, ozdoby i wszystko, co produkuje bardzo tania siła robocza. Za to w sklepie z elektroniką zobaczyłam lodówkę za 5000 USD i telewizory w jeszcze wyższych cenach. Rozwarstwienie społeczne jest straszliwe.

Phnom Penh, które ponoć niesamowicie się rozwinęło w ostatnich latach i tak wygląda jak średniej wielkości polskie miasteczko, tyle, że samochodów jest mniej. Dominują skutery. Komunikacji miejskiej nie ma. Jedynie szerokie ulice i piękny bulwar nad Mekongiem (którego remont sponsorował rząd japoński) przypomina o kolonialnej przeszłości miasta.

Ciekawe jest tylko, że biedy tak bardzo nie widać. Żebraka widziałam może jednego, wszyscy, nawet ofiary min, starają się pracować, czyli sprzedają artykuły na ulicy, czyszczą buty czy zakładają zespoły grające muzykę ludową przed zabytkami. Bezdomnych nie widziałam, i nie mam pojęcia, co się z nimi dzieje. Biedne dzielnice widać, no ale na pewno nie jest to bieda w skali indyjskiej.

Tak więc, Kambodża pozostaje dla mnie zagadką. Żałowałam, że nie mam już czasu żeby wypożyczyć skuter na tydzień i objechać mniej turystyczne rejony kraju, żeby zobaczyć, jak tu naprawdę wygląda. Pozytywne jest natomiast, że rozwój gospodarczy w ciągu ostatniej dekady regularnie sięga 8% w skali roku, co jest  jednym z najlepszych wyników na świecie. Dodatkowo, na wodach terytorialnych odkryto złoża ropy i gazu, eksploatacja zacznie się w roku 2013, i ponoć mocno zmieni oblicze kraju. Na pewno idzie ku dobremu.

Samego Angkoru nie będę opisaywać, bo tu podobny problem, jak w przypadku Indii się pojawia – słowa ani zdjęcia tego nie oddadzą. Chyba najwspanialsza rzecz, jaką widziałam do tej pory. Rzucił mnie na kolana.

Angkor mieści się na olbrzymim terenie, na którym rozrzucone są ruiny kamiennych świątyń i pałaców z IX – XII wieku n.e., z których wiele już zabrała dżungla. Wśród ruin są położone pola ryżowe, wioski i szkoły (jedna nawet sponsorowana przez TV Polsat).
Widok mnicha buddyjskiego dokonującego poświęcenia nowego skutera rodziny, które to poświęcenie polegało na oblewaniu rodziny i skutera wodą, przy recytacji sutr, na tle tysiąceletniej świątyni – bezecenne. 🙂

Jeździłam tam rowerem przez trzy dni, co tak naprawdę było zdecydowanie zbyt krótkim okresem czasu aby zwiedzić teren tak, jak bym chciała, ale cóż – przyjadę ponowinie za parę lat i zobaczę, na ile kraj się zmienił. 🙂

Angkor na pewno jest miejscem, które polecam każdemu (kto wyraża choć minimalne zainteresowanie ruinami;)) Jest to coś, co trzeba zobaczyć na własne oczy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s